Automotivacja, czyli nasza firma widziana oczami pracowników Kämmerer Polska (odc. 1)

Z przyjemnością prezentujemy cykl Automotivacja, czyli serie rozmów z pracownikami Kämmerer Polska. O swoich wrażeniach dotyczących firmy, obserwacjach oraz motywacjach wyboru miejsca pracy opowiedzą zarówno doświadczeni jak i zupełnie nowi konstruktorzy, którzy zasilili nasze szeregi w ostatnim czasie.

W pierwszej części naszego cyklu poznacie Włodzimierza – konstruktora, który urodził się w Chmielnickim na Ukrainie.

Paweł Koziołek, Kämmerer Polska: Opowiedz, jak udało Ci się trafić do Kämmerer.

Włodzimierz, konstruktor CAD, Kämmerer Polska: Będąc w poprzedniej firmie, słyszałem dużo dobrych opinii krążących o Kämmerer wśród moich kolegów z branży inżynieryjnej – także od byłych pracowników. U poprzedniego pracodawcy przeszkoliłem się i chciałem przejść do większej firmy, aby zyskać nowe doświadczenie i móc brać udział w nowych projektach. Mówiąc wprost: aby mieć większe możliwości rozwoju zawodowego. Dlatego wysłałem aplikację i tak dostałem się do Kämmerer.

Czego oczekiwałeś, trafiając do naszego biura?

Spodziewałem się dużej bazy szkoleniowej, w której na początku przejdę cykl przygotowań do projektu. W rzeczywistości okazało się, że z marszu zostałem rzucony na głęboką wodę. Praca dla Volkswagena, I-Tafel, najcięższa część projektowa – i od razu do roboty!

I jak zareagowałeś?

Pomyślałem, że to bardzo dobrze! Nie czułem żadnej presji. Uważam, że najwięcej można nauczyć się w praktyce, podczas realnego projektu. Muszę też podkreślić, że nie miałem obaw, ponieważ trafiłem pod skrzydła bardzo fajnego lidera technicznego, Bogdana. Nigdy wcześniej nie pracowałem pod kuratelą tak otwartej osoby – z olbrzymim poczuciem humoru, a jednocześnie tak profesjonalnej. Bardzo podoba mi się jego podejście. Bodzio nigdy nie skrytykuje, nie powie, że zrobiłeś coś źle. Za to podpowiada, jak pewne czynności wykonać szybciej, sprawniej. Komunikuje się w taki sposób, żeby wszyscy byli zadowoleni – docelowy klient, on jako przełożony i ja jako konstruktor. Przed osobą o takim charakterze człowiek aż chce się pokazać z jak najlepszej strony.

Opisz swoją karierę zawodową. Gdzie zaczynałeś swoją przygodę z inżynierią i co skłoniło Cię do wyboru takiej drogi życia?

Zawsze lubiłem matematykę i fizykę. Mam umysł ścisły. Poszedłem na studia mechaniczne w mieście, w którym się urodziłem, w Chmielnickim na Ukrainie. Otrzymałem tam stypendium, zostałem liderem grupy studentów. Uzyskałem tam tytuł inżyniera. Jako że mam polskie korzenie, moi dziadkowie są Polakami, postanowiłem też zacząć uczyć się języka polskiego podczas studiów. Zacząłem też odwiedzać Polskę w okresie wakacyjnym. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony podczas mojej pierwszej wizyty w Polsce standardem życia w tym kraju. Widziałem olbrzymią rozbieżność pomiędzy poziomem życia na Ukrainie a w Polsce. Pomyślałem, że dobrze byłoby na stałe zamieszkać w kraju moich dziadków.

Po wyjeździe z Ukrainy najpierw trafiłeś do Krakowa.

Tak. Złożyłem dokumenty na tamtejszej politechnice. Przyjechałem tam latem z moją (wtedy jeszcze) dziewczyną, a obecnie żoną. Dzięki dobrej średniej i znajomości języka dostałem się bez problemów na studia mechaniczne. I pierwsze tygodnie… to była masakra! (śmiech) Bo jednak co innego, gdy uczysz się języka w teorii, a co innego, gdy zaczynasz go używać na co dzień. A branża mechaniczna już w ogóle rządzi się swoimi prawami, ma bardzo specyficzną nomenklaturę. Jednak udało mi się szybko odnaleźć w nowym środowisku. Nie miałem żadnych zaległości, zdałem sesję za pierwszym razem. Po dwóch latach otrzymałem polski dyplom.

A jak trafiłeś do Wrocławia?

Podczas studiów pracowałem w Poznaniu w firmie z branży klimatyzacyjnej. Pracowałem tam jako konstruktor z materiałami z aluminium, ze stali. Mój brat studiował we Wrocławiu, więc często, będąc przejazdem z Krakowa do Poznania, zostawałem u niego, żeby przenocować. Od razu spodobało mi się to miasto i zacząłem intensywnie myśleć o przeprowadzce na zachód. Po skończeniu studiów w Krakowie znalazłem pracę na miejscu, ale trochę nie z mojej branży, bo była to analiza wypadków drogowych. Ponieważ chciałem rozwijać się jako konstruktor, rozpocząłem wysyłkę CV i trafiłem do pracy we Wrocławiu, do firmy, która zajmowała się materiałami kompozytowymi z włókna szklanego. Jednak zawsze pasjonował mnie automotive.

Interesujesz się motoryzacją?

Będąc inżynierem, trudno nie interesować się motoryzacją. To powszechne wśród konstruktorów.

To w takim razie musiałeś poczuć się doskonale, trafiając do Kämmerer! Co podoba Ci się w naszej firmie poza samym obszarem aktywności?

Na pewno firmę wyróżnia bardzo otwarte i pomocne podejście całej struktury administracyjnej do konstruktorów. Gołym okiem widać, że administracja naprawdę dba o potrzeby swoich pracowników, że dąży do nawiązywania koleżeńskich relacji z inżynierami. To mnie od razu pozytywnie zaskoczyło.
Ponadto mówiąc kolokwialnie – ciągle jest robota. Firma jest duża, ma wielu klientów, dzięki temu my wszyscy mamy pracę. A dzięki temu Kämmerer cieszy się dobrą reputacją na rynku.
Również to, o czym już wspominałem, czyli rozpoczynanie od razu pracy w konkretnym projekcie, to coś, co mi zaimponowało. Zaufanie do nowych pracowników to według mnie duży atut firmy.

Powiedz, czym prywatnie się zajmujesz. Co lubisz i jak dzielisz swoje pasje z życiem zawodowym?

Wiesz, specyfika naszej branży jest taka, ze często trzeba pracować w nadgodzinach. Więc cały wolny czas staram się poświęcać rodzinie: swojemu małemu synowi, żonie. Choć… są jeszcze piątki na imprezy (śmiech). Czasami też udaje mi się weekendowo pokopać piłkę. Spotykam się wówczas z kolegami i gramy mecze na Orlikach, np. na Sępolnie lub Biskupinie.

Na jakiej pozycji grasz przeważnie?

Różnie bywa, ale zawsze w polu.

A jeśli chodzi o sam Wrocław – masz jakieś ulubione miejsca?

Bardzo podoba mi się cała starówka z Rynkiem na czele. Lubię też spacerować z dzieckiem po wrocławskich parkach, których w tym mieście jest w bród. Lubię Wrocław, to fajne miasto!